sobota, 14 sierpnia 2021

Międzynarodowe Nagrody Żeglarskie Szczecina

Wiadomość od Andrzeja Bugajskiego była dla mnie wielkim zaskoczeniem: "Miło mi Cię powiadomić, że zostałeś laureatem Międzynarodowych Nagród Żeglarskich Szczecina i to głównego wyróżnienia im. Ludomira Mączki".

Ta nagroda jest dla mnie tym bardziej cenna, ponieważ Kapitan Ludomir Mączka na swojej "Marii" przez wiele lat "orał" morza i oceany – podobnie jak ja na "Czarnym Diamencie".

Po przyjeździe do Szczecina w końcu lipca bardzo serdecznie zaopiekował się mną Brat Bractwa Wybrzeża Jarosław (nr 103) i jego wspaniała małżonka Halinka.

31 lipca, o godzinie 16-stej, na rosyjskim żaglowcu "Shtandart" zebrali się znani szczecińscy żeglarze oraz władze miasta wraz z Prezydentem Szczecina, Piotrem Krzystkiem, na czele.

Byłem bardzo wzruszony, kiedy pan Prezydent wręczył mi piękną statuetkę "LUDOMIR".

Wieczorem zostałem zaproszony na żaglowiec "Kapitan Borchardt" przez armatora reprezentującego spółkę Skłodowscy Yachting KB Sp. z o.o.

Z matką chrzestną żaglowca, kpt. Anną Wypych-Namiotko, przed laty Podsekretarzem Stanu w Ministerstwie Infrastruktury, spotkaliśmy się po raz czwarty. Pierwszy raz, w 2011 r., Pani Minister wręczała mi Srebny Sekstant. Drugi raz spotkaliśmy się w Gdańsku, w Narodowym Muzeum Morskim, kiedy otrzymałem od Niej statuetkę Josepha Conrada – nagrodę Bałtyckiego Bractwa Żeglarzy. Kilka lat później ukłoniliśmy się sobie, w Pałacu Prezydenckim, gdy wręczano mi Złoty Krzyż Zasługi.

W Szczecinie zameldowali się wiceprezesi Fundacji Czarny Diament, Arkadiusz Wąsik oraz Mikołaj Stychno,wraz z Olą. 
Po uroczystościach, 1 sierpnia, Brat Jarosław przekazał mnie "w ręce" mojego przyjaciela, kapitana Mirka Lewińskiego, który na jachcie "Ulisses" odbył 4-letni rejs dookoła świata. Morskim opowieściom nie było końca. Mirek powoli przygotowuje się do drugiego rejsu po Wielkim Kręgu. Tym razem żeglować będzie z małżonką, Danusią.

2 sierpnia odwiedziłem moją rodzinkę w Goleniowie, gdzie oprócz gospodarzy przywitał mnie ich rudy piesek – wypisz-wymaluj mój Bosman i tak też się wabił. Stamtąd ruszyłem dalej, nad Pucyfik, gdzie u Dębców, przy kominku dalej popłynęły morskie opowieści przyprawione rumem, by uczcić nagrodę. Od Doroty i Andrzeja bardzo blisko do kei, przy której w puckiej marinie przycumowany jest "Czarny" – tam już czekał bosman Bartosz Romanowski i trzeba było zabrać się do roboty. Za kilka dni czekało nas puckie święto "Dzień Kapra". Z tej okazji z Jastrzębia Zdroju przyjechał Prezes Fundacji "Czarny Diament", Piotr Piekarski, z naszym filmowcem Grzesiem Sypniewskim. A przy burcie "Czarnego" zacumowała "Victoria" – jacht Jurka i Basi Kotlarczyków, którzy przypłynęli na zaproszenie Mesy Gdańskiej, naszego kaperskiego stowarzyszenia - Bractwo Wybrzeża.

8 sierpnia Dzień Kapra - to wielkie święto w uroczym Pucku. Jak zwykle uwagę zwracają piękne kaperskie stroje, sceny z bitwy, koncerty, no i oczywiście smaczne placki ziemniaczane serwowane przez Panią Burmistrz Hannę Pruchniewską. Delegacja Kaprów Puckich, z Kasią Jabłońską oraz Adamem Marcinowskim na czele, złożyła tradycyjną wizytę na "Czarnym".

Diamencika odwiedzili sympatycy mojego jachtu: Kpt. Lechu Nowak, jak zwykle, zjawił się się z szarlotką małżonki Zosi.

9 sierpnia wraz ze statuetką Ludomira dotarłem nareszcie do domu w Jastrzębiu Zdroju. Ja wróciłem z morza, a moja córka, Agnieszka, pojechała... nad morze.

Pozdrawiam, Brat Wybrzeża # 149 i Honorowy Kaper Pucki

Wagabunda Jurek



























Brak komentarzy: